Budowanie bezpieczeństwa

Człowiek niezmiernie rzadko zmienia swoje przekonania pod wpływem rad, tłuma­czeń, próśb. Zmiana przekonań wymaga innego spojrzenia na problem, dostrzeżenia innych stron zagadnienia, wzbogacenia interpretacji danej sprawy. Uzyskanie tego jest utrudnione, gdy istnieje napięcie, konflikt czy nieporozumienie przybierające formę nacisku, żądania. Aby w pełni wykorzystać swoje mo­żliwości poznawcze, trzeba czuć się bezpiecznie (nie jak na egzaminie!); jeśli więc chcemy komuś pomóc, starajmy się wzmacniać jego poczucie bezpieczeństwa.

Zachowanie niewerbalne. Sposób mówienia jest zna­cznie ważniejszy, niż się to ludziom wydaje. Zarówno ton gło­su, jak i gestykulacja czy wyraz mimiczny mogą być źródłem niezgody, irytacji. Pomyśl, czego w tym względzie nie lubisz, i staraj się unikać tego w rozmowie z innymi.

Utrzymanie rzeczowości. Trzeba starać się być kon­kretnym, mówić wtedy, kiedy ma się do powiedzenia coś, co może się okazać ważne, pomocne w sprawie, przydatne dla partnera bądź dla siebie. Nie należy nadużywać analogii, są często zawodne. Rzeczowość nie oznacza wyłącznie sztywne­go trzymania się konkretu. Rzeczowo można mówić wesoło lub poważnie na każdym dowolnym poziomie abstrakcyjności.

Ważność rozmówcy. Ludzie, z którymi się spotykamy, powinni być traktowani, jakby byli dla nas ważni w równym stopniu. Prawdą jest jednak, że gdy rozmawiamy z osobą ważną, robimy to znacznie staranniej, niż gdy rozmawiamy z osobą mniej ważną lub którą lekceważymy. Dlatego dobrze jest przyjąć, że każdy nasz rozmówca jest osobą ważną, nawet gdy obecnie pełni rolę podrzędną, jest podporządkowany itd. Przyjmując, że ludzie, z którymi się spotykamy, są ważni, zwiększamy motywację do rozwijania zdolności komunika­cyjnych. Zasad jest więcej, ale nawet jeśli poprzestaniemy na tych, będzie to z pożytkiem dla codziennych kontaktów interperso­nalnych zarówno w pracy, jak i w domu. Nie wystarczy przy tym poznanie zasad, ich zapamiętanie; trzeba się nauczyć je stosować, a praktyka wymaga ćwiczenia, dopiero ono dopro­wadzi do mistrzostwa. Ćwiczenie we dwójkę jest bardziej efe­ktywne niż w pojedynkę, choć i to jest skutecznym sposobem zwiększania swych komunikacyjnych kompetencji.

Szacunek dla partnera

Łagodne zaprzeczanie. Sprzeciwianie się, zgłaszanie niezgody jest konieczne, jednak nie należy tego robić w spo­sób gwałtowny, ostry. Zaprzeczanie jest nieprzyjemne i dla mówiącego, i dla słuchającego, dlatego oszczędźmy sobie do­datkowej przykrości i wyrażajmy sprzeciw w możliwie najła­godniejszej formie, starając się nie ranić partnera.

Szacunek dla partnera. Naturalnym dążeniem czło­wieka jest wykazanie się lepszymi argumentami, rozsądniej­szymi propozycjami, przedstawienie się w lepszym świetle, ale należy to kontrolować, trzymać na wodzy. Szczególnie konfli­ktogenne jest wskazywanie słabości partnera lub ujemnych stron jego stanowiska. Jeżeli to możliwe, należy unikać wyty­kania minusów, a jeżeli są zbyt ważne dla sprawy, należy robić to bardzo taktownie, oceniając nie partnera, a jedynie określo­ną postawę czy konkretne zachowanie.

Dodawanie odwagi. Należy wykorzystać każdą możli­wą okazję do tego, aby wyrażać podziw, aprobatę partnera, tak by poczuł się ceniony, lepszy i ważniejszy. Nie trzeba szczę­dzić pochwał, uśmiechu – są one każdemu bardzo potrzebne, zwłaszcza ze strony najbliższych osób. Dodaje to odwagi i wiary we własne siły, wyzwala życzliwość i dążenie do wspólnego dobra we wzajemnych układach.

Względność racji

Jest naturalne, że ludzie uważają swoje poglądy za najbardziej słuszne, prawdziwe. Jednak war­to pamiętać, że inni też mogą mieć trochę, a czasem dużo racji. Nawet gdy ktoś ma przeciwne do naszych poglądy, to być mo­że właśnie on, a nie my, ma słuszność. Oznacza to wstępną gotowość, otwartość psychiczną na rozpatrzenie odmiennego zdania.

Zmiana ról. Gdy rozmówcy w poważnym stopniu się nie zgadzają i narasta wzajemne niezrozumienie, dobrze jest zmienić się rolami – przyjąć punkt widzenia partnera. W kłót­niach małżeńskich co jakiś czas dobrze jest, aby mąż pełnił obowiązki żony, żona obowiązki męża – o ile to możliwe. Przeżycie sytuacji, w jakiej znajduje się nasz partner, jest dużo lepszym sposobem „argumentacji” niż najbardziej wyrafino­wane roztrząsania filozoficzne.

Pozytywne strony niezgody. Ważna jest stała świado­mość, że pewien stopień rozbieżności poglądów, niezgody jest stałym elementem współżycia z innymi ludźmi, nawet w od­niesieniu do bliźniąt jednojajowych. Trzeba się na to przygo­tować i oczekiwać rozbieżności, nie traktować ich jako grze­chu i nieszczęścia, ale jako okazję do wzbogacenia swojego punktu widzenia, lepszego uświadomienia sobie złożoności pro­blemu, o którym się mówi, którego dotyczy owa rozbieżność.

Wrażliwość na stan odbiorcy

Gdy się mówi, należy zwracać baczną uwagę na stan odbiorcy i na to, co on nam w sposób niewerbalny komunikuje, a nie tylko na kunszt włas­nych wypowiedzi i atrakcyjność własnego wywodu. Uwrażli­wienie na sygnały odbiorcy znacznie zmniejsza ryzyko bycia odrzuconym lub zanudzenia słuchacza na śmierć.

Budowa sprzężenia zwrotnego. Zalecane jest zadawanie wielu pytań, aby sprawdzić stopień zrozumienia swych wy­powiedzi. Jest to oczywiste wtedy, gdy uczymy kogoś spraw­ności instrumentalnej, np. obsługi nowego sprzętu. Podobnie dzieje się we wszystkich innych dziedzinach. Zadawanie pytań sprzyja eliminacji selektywnej percepcji i tendencyjnej inter­pretacji.

Zmniejszenie skrępowania. Zasada ta wymaga tworze­nia takiej atmosfery rozmowy, aby każda ze stron miała od­wagę zadawać pytania bez obawy o negatywną ocenę. Każde pytanie winno być aprobowane, a nie kwitowane złośliwymi uwagami czy kpinami, np. na temat jakości komórek nerwo­wych partnera.

Jasne stawianie problemu. Chodzi o to, że ludzie, je­śli się znajdą w kłopotliwej sytuacji, gdy pojawiają się roz­bieżności poglądów, zaczynają zmieniać w ukryty sposób te­mat rozmowy. Nie dotyczy on już wówczas wyjściowego pro­blemu, ale cech osobistych, tego, który rozmówca jest lepszy, a który gorszy. Mówi się więc o osobowości, o przeszłości rozmówców, rodzinie itd., a sprawa, od której zaczęto, pozo­staje nie ruszona. Gra w „moje lepsze” jest często spotykanym destrukcyjnym postępowaniem w wielu małżeństwach.

Współdziałanie

Współżycie ludzie opiera się na co­dziennej kooperacji, współpracy, wspólnym dążeniu i wspólnej realizacji celów, a nie na odświętnych deklaracjach. Troska o niezawodność w spełnianiu obietnic i uczciwe wypełnianie zobowiązań jest podkładem, tłem koniecznym dla dobrego porozumiewania się.

Selektywność odbioru. Bez względu na to, co mówimy i jak mówimy, nikt nie jest w stanie odebrać wszystkich prze­kazywanych przez nas znaczeń. Także my nie odbieramy wszystkich znaczeń tak, by było to zgodne z intencją partnera. Liczymy się więc z selekcją i nastawieniem, które mogą zna­cznie zmienić sens zrozumiany w stosunku do sensu przekazy­wanego.

Przedwczesna ocena. Jedną z najważniejszych prze­szkód w porozumiewaniu się jest tendencja do oceniania, są­dzenia i zaprzeczania – zanim jeszcze zrozumiemy dobrze to, co zostało powiedziane. Najpierw więc wysłuchajmy i przemy­ślmy treść wypowiedzi partnera, a później dopiero oceniajmy, sądźmy i zaprzeczajmy.

Wszechstronna obrona. Błędem jest przyjmowanie, że w każdej sprawie mamy w stu procentach słuszność. Dobrze jest traktować własną nieomylność z rezerwą, przyjąć, że przy­znanie się do błędu nie oznacza niższości, klęski unicestwia­jącej pozytywną samoocenę.

Sens jest ważniejszy niż forma. Odebranie treści prze­kazu jest pełniejsze, gdy koncentrujemy się na zrozumieniu sensu wypowiedzi w całości, a nie na poszczególnych słowach czy fragmentach zdania wyrwanych z kontekstu.

Zasady poprawnego komunikowania się

Rozważania nie dają pełnego przeglą­du problematyki komunikowania się ludzi. Nie jest to ani mo­żliwe, ani potrzebne w tej pracy. Warto natomiast zwięźle wy­łożyć reguły, które mogą sprzyjać wzajemnemu zrozumieniu, a tym samym przyjaźni i sympatii między ludźmi. Jak zwykle, nie należy traktować owych zasad jako przepisów czy logicz­nych recept – takie w odniesieniu do subtelnego świata inter­personalnych układów nie są możliwe; należy je traktować ja­ko użyteczne wskazówki, uczulające na interakcje między ludźmi, zwiększające świadomość własnego i cudzego wkładu w ich jakość. Opracowując „przykazania dobrego komunikowania się” opieraliśmy się głównie na pracy T. Nilsena The Rules of Communicatio.

Poznaj samego siebie. Nie może być ważniejszego celu niż poznanie samego siebie. Człowiek poważnie fałszujący swój obraz przed samym sobą jest bardzo „niebezpiecznym” rozmówcą, gdyż może sam nie wiedzieć, o co mu naprawdę chodzi, może też nie zdawać sobie sprawy z błędów, jakie po­pełnia. Można tu polecić konkretne, dobrze każdemu znane z młodości prowadzenie pamiętnika-notatnika. Co najmniej piętnaście – dwadzieścia minut dziennie warto poświęcić tylko sobie, analizie obranych celów i cech swego charakteru oraz postępowania.

Snajperstwo emocjonalne

Oczywiście, w życiu bywa też inaczej, nieraz głębokie od­słonięcie słabych stron przez mężczyznę staje się dla partnerki okazją do podjęcia roli opiekuńczej „matki-pielęgniarki”, a więc niejako wymusza okazywanie sympatii. Skuteczność tej strategii na krótki okres jest zaskakująca i sugeruje, że kobiety są, generalnie biorąc, znacznie bardziej otwarte niż mężczyźni, są też bardziej na otwartość wyczulone, wymagają jej od part­nera i oferują same. Również w parach żeńskich przyjaciółki są tym bardziej sobie oddane, im wyższy poziom wzajemnej, a nie jednostronnej, otwartości. Typowe korelacje wy­noszą od +0,40 do +0,60 i są wysoce istotne statystycznie. Odsłanianie się jednak to nie tylko pogłębianie intymności, ale także narastanie uzależnienia się, wzajemnej kontroli. Im więcej partner o mnie wie, tym boleśniej może dokuczać, wy­bierać najsłabsze punkty; jak pisze znakomity psychiatra cze­ski, Mirosław Plzak – „snajperstwo emocjonalne” rozwijać można tylko bardzo bliskich, głębokich związkach. Po kilkunastoletnim okresie współżycia małżeńskiego trudno jest nie ujawnić słabych stron. Władza partnera łączy się z emo­cjonalnym obciążeniem związanym z kompleksami i ich wy­korzystaniem w ewentualnych konfliktach. Być może dlatego właśnie częściej tragedie międzyludzkie zdarzają się wśród bli­skich niż wśród obcych. Eldrige Cleaver pisze: „Powód, dla którego dwaj ludzie opierają się rzeczywistemu obnażeniu się do naga, jest taki, że staliby się podatni na zranienie i jeden drugiemu daliby niezwykłą siłę kontroli nad sobą. Jak okro­pnie, głęboko i katastrofalnie mogą się ludzie nawzajem ruj­nować, ranić i niszczyć. Jakże często kończy się to rzeczywi­stym zadawaniem bólu i torturami. Lepiej zostać w skorupie, utrzymać rozmowę na poziomie powierzchownym. Wtedy rany nie są głębokie, dusza nie krwawi. Jak wspaniałe jest uczucie, że stoi się u progu prawdziwego poznania drugiego człowieka. To jakby znaleźć się na granicy nowego świata. Ale poznać drugiego to ostateczny, nieodwracalny krok w nieznane. Sta­wka jest wysoka, obezwładniające uczucie”.

Zapotrzebowanie uczuciowe

Odsłanianie się jest czymś innym w przypadku kobiet i czymś innym w przypadku mężczyzn. Od kobiet oczekuje się głębszego odsłonięcia się, większej jawności psychicznej niż od mężczyzn. Głębokie odsłonięcie się mężczyzny inter­pretowane jest jako brak charakteru, słabość osobowości i nie­stałość emocjonalna. W wypadku nieproporcjonalnie głębokie­go, jednostronnego odsłonięcia partner może kwestionować zdrowie psychiczne i przystosowanie osoby odsłaniającej się, mówiącej o sobie zbyt wiele. Ważna społecznie jest tu norma stopniowania zwierzeń. Pozwala ona bowiem na kontrolowa­nie wzajemnego zaangażowania, podczas gdy forsowne odsła­nianie się może być odbierane przez partnera jako zmuszanie do angażowania się przekraczającego jego zapotrzebowanie uczuciowe. Byłoby to czymś podobnym do nadmiernie poufa­łego dotyku, kiedy jeszcze ogólny stan relacji na taki dotyk nie zezwala. Empiryczne sprawdzenie tezy o różnicach w reakcji na od­słanianie się kobiet i mężczyzn przyniosło potwierdzenie ocze­kiwań” – za atrakcyjnych, wzbudzających sympatię uznano mężczyzn o niezbyt głębokim odsłanianiu się, natomiast ko­biety stosujące tę samą taktykę były mniej lubiane. Najbardziej łubiani byli mężczyźni nie przejawiający głębokiej otwartości i kobiety bardzo otwarte – było to ważne zwłaszcza wtedy, kiedy rozmówcami były kobiety, bardziej wrażliwe na poziom odsłaniania się.

Wentylacja psychiczna

Odsłanianie się może dotyczyć czterech stron rzeczywisto­ści psychicznej człowieka:

  • emocji, przeżywanych uczuć,
  • potrzeb, wymagań i oczekiwań w danym momencie,
  • myśli, przekonań, postaw, wyobrażeń i marzeń,
  • obrazu samego siebie, samoświadomości.

Każda z tych sfer może być dalej rozczłonkowana, jednak nie jest to już konieczne, by zrozumieć najważniejsze różnice. Otóż dwie ostatnie sfery pozwalają na wzajemne poznanie się, wzajemną „kontrolę poznawczą”. Po prostu ujawnianie swoich poglądów i obrazu siebie umożliwia lepsze przewidywanie za­chowań partnerskich. Dla osoby odsłaniającej się ujawnianie obrazu siebie ma także znaczenie – i to podwójne. Po pier­wsze: ujęcie w słowa i wygłoszenie tych słów zmusza do „klasyfikacji”, sprecyzowania poglądów na swój temat; po drugie: stwarza okazję do społecznej weryfikacji obrazu siebie, a więc wzrostu poczucia prawdziwości bądź poczucia niepewności swych przekonań. Oba stany są krokiem ku lepszemu poznaniu samego siebie. Jeśli chodzi o dwie pierwsze sfery – emocje i oczekiwania, to ich ujawnienie ma bardzo wiele funkcji. Jedną z najbardziej znanych jest „wentylacja psychiczna”, poczucie ulgi wywołane zwierzeniem się. Ale nie tylko, gdyż omawianie własnych uczuć daje także kontrolę poznawczą nad samym sobą, ułatwia opanowanie zarówno chwilowych stanów, jak i długotrwałych orientacji emocjonalnych. Wyrażanie emocji nie jest zadaniem łatwym. „Mężczyzna nie płacze” mówi znana norma społecz­na; szczególnie ujawnianie uczuć słabości może być trudne. Warto jednak możliwie wszechstronnie okazywać emocje, gdyż sprzyja to prawdzie, pogłębieniu wzajemnej intymności. Oczywiście, nie jest to jedyny warunek intymności – ko­nieczne są też takie zachowania, jak dotyk fizyczny, odsła­nianie ciała, zaufanie, szacunek, życzliwość, poczucie bezpie­czeństwa.

Silna współzależność

Zastosowanie wszystkich reguł w odniesieniu do współ­życia daje zarówno duże poczucie związku i współbrzmienia emocjonalnego, jak i sprzyja rozwojowi indywidualności zaan­gażowanych osób. Odsłanianie się nie jest tu wymieniane, nie­mniej jest bardzo silnie związane z wypadkową wszystkich tych czynników, to znaczy z intymnością interpersonalną. Stwierdzo­no także bardzo wysokie korelacje ze wskaźnikiem ekspresyj­ności oraz ze wskaźnikiem dopasowania, poczucia wspólnoty. Mówiąc językiem statystycznym okazało się, że odsłanianie nie wyjaśnia 50% wariancji intymności pary. Jakkolwiek nie są to pojęcia identyczne, to istnieje między nimi silna współ­zależność – by powstała intymność, konieczne jest wzajemne odsłanianie. Pierwszy na rolę otwartości zwrócił uwagę Hary Sullivan w swej słynnej pracy The Interpersonal Theory of Psy­chiatry, wydanej w 1953 roku, w której podkreśla terapeuty­czną rolę odsłaniania się. Również Erich Fromm, Carl Rogers i S. Jourard byli głęboko przekonani, że przekroczenie psychi­cznego dystansu między ludźmi wymaga głębokiego wzaje­mnego odsłaniania się. W małżeństwie odsłanianie się jest kon­struktywne, gdy jest właściwie przeprowadzone (tj. nie rani part­nera), gdy osoba słuchająca zwierzeń percypowana jest i zacho­wuje się w sposób wspierający, gdy istnieje wzajemność odsła­niania się i gdy żadna ze stron nie zawodzi zaufania partnera.